Wywiady starsze

  • 15.10 2013

    Justyna Kowalczyk: moje myślenie jest inne niż kiedyś

    Warszawa

    Justyna Kowalczyk w austriackim Ramsau przygotowuje się do olimpijskiego sezonu. W lutym w Rosji trzeci raz w swojej karierze wystąpi w igrzyskach olimpijskich. Złota medalistka z Vancouver opowiada, czy przygotowania do startu w Soczi  różnią się od tych sprzed czterech i ośmiu lat i czy wciąż czuje presję przed taką imprezą.

    - Trzeci raz w swojej karierze przygotowujesz się do występu w igrzyskach olimpijskich. Czy te poszczególne przygotowania – do Turynu, Vancouver i teraz Soczi – mocno różniły się między sobą?

    - Bardzo się różnią. Muszą się różnić, bo ja jestem starsza i jestem inną zawodniczką niż osiem lat temu, bo mam inne cele przed sobą. Poza tym przygotowania się różnią, bo każda trasa olimpijska jest inna. Nie można ich porównywać, a więc i przygotowywać się trzeba inaczej do startu na każdej z nich. Poza tym moje myślenie jest inne niż kiedyś, mam przed sobą inne zadanie do wykonania, poza tym zupełnie inna presja teraz na mnie ciąży.

    - W tym momencie swojej kariery czujesz, że presja jest większa, czy mając na koncie tyle trofeów czujesz, że już nic nie musisz?

    - Na pewno nie jest tak, że uważam, że nic nie muszę. Poczynając od tego, że to jest mój zawód, a trenując i startując chodzę po prostu do pracy i chcę ją wykonywać jak najlepiej, bo tak mnie kiedyś nauczono. Poza tym pracuje ze mną kilka osób i ich praca także jest dla mnie ważna. Z drugiej strony wiem, że już nie dam sobie założyć na szyję czegoś takiego jak przed Vancouver. Presja presją, ale wtedy to były miliony oczekiwań z każdej strony. Wiem, że w Soczi presja się pojawi i ta wewnętrzna nałożona przeze mnie na siebie będzie pewnie najcięższa, ale zakładam, że to nie będą już tak nerwowe igrzyska jak poprzednie.

    - A po tylu latach treningów, startów, presji czyli jak mówisz codziennego chodzenia do pracy, ta praca sprawia Ci jeszcze przyjemność?

    - Tak. Biegi narciarskie są fajne, a żeby dobrze się w nich spisywać trzeba trenować różne sporty. Jest się więc uniwersalnym, wytrenowanym i to jest super. Oczywiście praca to nie wszystko w życiu, są przecież rzeczy, które czasami ją przysłaniają. Jak to w życiu bywa, czasami jest ciężej, a czasami lżej na duszy. Najważniejsze jednak, żeby iść do przodu.


    Rozmawiała Małgorzata Ziemba

  • Kalendarz startów

  • 25.07 2013

    Aleksander Wierietielny: po trzech ciężkich zgrupowaniach Justyna jest mocno obolała

    Warszawa

    Na początku tygodnia zakończyło się kolejne zgrupowanie przygotowujące Justynę Kowalczyk do sezonu olimpijskiego. W estońskiej Otepaeae Justyna zrealizowała wszystkie cele treningowe, a to, że przygotowania idą zgodnie z planem potwierdził jej występ w crossie na 3 km, w którym uzyskała czas lepszy niż dwanaście miesięcy temu. Trener Aleksander Wierietielny opowiada o tym, czy można z tego wyciągnąć jakieś wnioski doytyczące formy jego podopiecznej.

    - Czy po teście w biegu u Anatolija Smiguna można wyciągnąć wnioski, że Justyna jest w lepszej formie niż rok temu?

    - Rzeczywiście można tak stwierdzić. Poprawiła się na trasie w Otepaeae o 16 sekund, a na trzech kilometrach to dużo. Muszę powiedzieć, że od początku przygotowań przykłada się do treningów. Razem z Maćkiem znakomicie cały czas pracują, on w tym sprawdzianie był lepszy o ponad minutę w stosunku do roku poprzedniego i to też świadczy o tym, jak dobrze razem z Justyną trenują. W Estonii całe zgrupowanie było bardzo udane. Mieliśmy znakomitą pogodę i ogólne warunki do ciężkich zajęć. Zrealizowaliśmy cały plan treningowy.

    - Zgrupowanie w Estonii było już trzecim z rzędu obozem z ciężkimi treningami. Justyna czuje już duże zmęczenie?

    - To fakt, że ostatnie trzy zgrupowania były bardzo ciężkie. Teraz Justyna czuje ten cały wysiłek, można żartobliwie powiedzieć, że jęczy jak staruszka. Tu ją boli, tam strzyka, ale po tak dużym wysiłku to jest najzupełniej naturalne. Po zgrupowaniu w Estonii była na konsultacjach u dr Śmigielskiego w Warszawie, żeby wszystko dokładnie sprawdzić. Na szczęście ogólnie zdrowie nam dopisuje.

    - Czy po ciężkim zgrupowaniu Justyna może liczyć na kilka dni lenistwa?

    - To, że nie jesteśmy na zgrupowaniu nie oznacza lenistwa. Justyna zresztą nie mogłaby zrobić czegoś takiego, że przez kilka dni nie ruszałaby się wcale. To byłoby złe dla jej zdrowia. Dlatego w tym czasie będzie biegać, jeździć na rowerze, na pewno przyjedzie też do Zakopanego na zajęcia na nartorolkach. A 1 sierpnia wsiadamy w samolot i lecimy do Nowej Zelandii. Wiemy, że jest tam dużo śniegu i będziemy mieć dobre warunki do treningu.


    Rozmawiała Małgorzata Ziemba

  • Media społecznościowe

  • 20.02 2013

    Justyna Kowalczyk: przygód na mistrzostwach świata miałam wiele

    Warszawa

    Już jutro Justyna Kowalczyk stanie na starcie biegu sprinterskiego rozgrywanego w ramach mistrzostw świata w Val di Fiemme. Dekadę wcześniej w tym samym miejscu pierwszy raz wystąpiła w takiej imprezie. – Byłam 31. w sprincie – wspomina zawodniczka. Teraz zaś przystąpi do rywalizacji jako jedna z kandydatek do złotego medalu.

    - Debiut na seniorskich mistrzostwach świata miałaś właśnie w Val di Fiemme dekadę temu, teraz wracasz walczyć tam o medale. Czy to już dla Ciebie moment do podsumowań kariery czy wciąż jednak patrzysz tylko na cele przed Tobą?

    - Jeżeli chodzi o samo bieganie to nie ma dla mnie znaczenia fakt, że w tym samym miejscu debiutowałam. Z drugiej strony mój sentymentalny charakter sprawia, że patrzę gdzieś w przeszłość. Na pewno jest przepaść między tym, co było dziesięć lat temu, a tym co jest teraz. Wtedy byłam juniorką i startowałam świeżo po zdobyciu medalu juniorskiego. Zaczynałam jednak dopiero swoją przygodę z nartami na najwyższym poziomie, a teraz już zbliżam się do jej końca. Jest to więc jakaś zamykająca się pętla czasowa, ale na pewno na starcie nie będę o tym myśleć.

    - Czy możesz wspominając swoje starty w mistrzostwach świata powiedzieć o rzeczach, które występy na tych poszczególnych imprezach cię nauczyły?

    - Konkretnie nie potrafię wymienić, ale nauczyłam się jednego: igrzyska i mistrzostwa świata, to takie imprezy podczas których każdy walczy dosłownie o każdą sekundę. Jest dużo trudniej niż w innych startach. Sama po sobie wiem, że połowa Pucharu Świata to nie jest odpowiednia mobilizacja, nie zawsze jest też ten pułap wytrenowania, który pozwala dobrze biegać. Czasem startuje się z marszu po ciężkich treningach, innym razem koncentracja nie jest taka jak powinna, a na mistrzostwach świata u nikogo takie rzeczy się nie zdarzają. Wszyscy mają wszystko dokładnie opracowane i wypracowane. Choć przyznaję, że ja przygód na mistrzostwach świata miałam wiele. W debiucie w Val di Fiemme na 10 km stylem klasycznym po przebiegnięciu 2,3 km byłam trzecia i są osoby, które do tej pory to pamiętają, choć oczywiście skończyłam poniżej 40 miejsca. Wtedy nie potrafiłam utrzymać wysokiego tempa przez cały bieg, długo i ciężko musiałam trenować by to osiągnąć. Na kolejnych mistrzostwach też się działo, bo w Oberstdorfie już wiedziałam, że zostanę zdyskwalifikowana, w Sapporo miałam natomiast szkarlatynę, Liberec był wejściem z przytupem do wielkiego biegania, a o Oslo myślę, że nie chciałabym by się kiedykolwiek powtórzyło. No więc liczę, że teraz w końcu będzie normalnie.

    (mz)/www.justyna-kowalczyk.pl

  • Sponsorzy

    Raiffeisen
  • 7.02 2013

    Justyna Kowalczyk: mam nadzieję, że trasy w Soczi będą mi się śniły po nocach

    Warszawa

    Równo rok pozostał do rozpoczęcia igrzysk olimpijskich w Soczi. 7 lutego 2014 roku zapłonie znicz olimpijski, a już następnego dnia odbędzie pierwsza walka o medale w biegach narciarskich. Panie wystąpią w skiathlonie, czyli w konkurencji, w której Justyna Kowalczyk w Vancouver zdobyła brązowy medal. Jednak jak sama mówi, gdyby wtedy igrzyska odbywały się właśnie w Soczi, kolor zdobytych przez nią krążków pewnie byłby zupełnie inny. Teraz jednak myślami jest już przy przygotowaniach do zmagań w Rosji.

        - Wyjeżdżając cztery lata temu  z próby przedolimpijskiej w Vancouver mówiłaś, że chce ci się płakać z powodu tras, które były bardziej turystyczne niż wyczynowe. A jakie masz odczucia po zapoznaniu się z trasami w Soczi?

    - Na pewno odczucia są duże lepsze. Wydaje mi się, że jeżeli Soczi byłoby na miejscu igrzysk w Vancouver mój medalowy dorobek byłby zdecydowanie inny. Trasy mogę ocenić na plus, zwłaszcza część trasy do stylu dowolnego. Rosjanie zapowiadali ją jako niesamowicie ciężką i taka rzeczywiście jest.  Jeżeli chodzi o część klasyczną to nie ma żadnej tragedii. Ta z biegu łączonego nie jest może specjalna, ale ta, po której będziemy biegać 10 km ma mieć jeszcze dołożony kilometrowy podbieg, a to już całkowicie zmieni jej profil i skalę trudności.  Na pewno mogę powiedzieć, że dobrze, że byliśmy w Soczi, że zobaczyliśmy i sprawdziliśmy trasy. Teraz trzeba się przygotowywać i tyle.   

    - Przed Vancouver wiele razy mówiłaś, że tamtejsze trasy śnią się ci się po nocach, teraz też będą?

    - Będą. Muszą. Jak tylko będzie to możliwe to zorganizuję sobie nagrania z biegów, które się tutaj odbyły, zarówno męskich, jak i damskich. Po to też byłam w Soczi cały tydzień, żeby jak najwięcej pobiegać, żeby zapamiętać wszystko co możliwe. To jest potrzebne, żeby później analizować trasy i latem i zimą. Naprawdę mam nadzieję, że będą mi się śniły po nocach. Wtedy to będzie znaczyło, że wszystko jest w porządku

    - Czy po rekonesansie w Soczi już wiadomo, na co będziesz musiała położyć nacisk w treningu, żeby dobrze się przygotować do igrzysk?

    - To bardziej działka trenera niż moja, ale sam fakt, że będziemy startować na wysokości 1500 metrów nad poziomem morza i przy wysokiej wilgotności powietrza będzie utrudnieniem. Dlatego pewnie trzeba będzie jeszcze więcej czasu niż do tej pory spędzaliśmy, a przecież spędzamy bardzo dużo, być w górach. Jeżeli natomiast chodzi o ukształtowanie terenu to myślę, że wiele zmieniać nie będzie trzeba. Być może jakieś niuanse w klasyku, ale to już trener będzie na bieżąco to korygował.

    Rozmawiała Małgorzata Ziemba

  • 31.01 2013

    Aleksander Wierietielny: nikt nie chce przepuścić okazji do zapoznania się z trasami olimpijskimi

    Warszawa

    Justyna Kowalczyk od poniedziałku testuje trasy olimpijskie w rosyjskim Soczi. Już jutro będzie też miała okazję sprawdzić się na nich w czasie rywalizacji w Pucharze Swiata. O tym jak wygląda miejsce, gdzie za rok odbędą się igrzyska olimpijskie opowiada trener Aleksander Wierietielny.

    - Soczi to kurort nadmorski czy warunki do rozgrywania dyscyplin narciarskich są tam dobre?

    - Bardzo dobre. Śniegu jest tak dużo, jak w czasie Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie, bo trasy są położone na Krasnej Polanie, dużo wyżej niż miasto. Temperatura nie jest bardzo niska, około minus dwóch stopni Celsjusza, ale śniegu ciągle dosypuje. Poza tym są fantastyczne widoki, bo  trasy są znakomicie położone. W dodatku jest tu specyficzny górski mikroklimat. To wszystko sprawia, że jest bardzo pięknie. Mieszkamy w pobliżu tras, właśnie w miejscu gdzie za rok będzie wioska olimpijska.

    - Czy wszystkie ekipy zdecydowały się wziąć udział w próbie przedolimpijskiej?

    - Tak, jest tu bardzo wiele reprezentacji. Chyba wszystkie i to już od pierwszego dnia, gdy udostępniono trasy. Nikt nie chce przepuścić okazji do zapoznania się z trasami olimpijskimi.

    - Czy one mogą jeszcze ulec jakimś zmianom przed przyszłorocznymi igrzyskami?

    - Jakieś zmiany oczywiście mogą być, bo po to właśnie organizuje się próbę przedolimpijską by dokładnie sprawdzić czy trasy są dobrze wytyczone czy czegoś właśnie nie trzeba zmienić. Zwykle jednak to są drobne detale, ale fakt jest taki, że jakieś zmiany pewnie będą.

    - Jesteście już na ostatniej prostej przygotowań do mistrzostw świata czy wszystko idzie zgodnie z planem?

    - Na szczęście omijają nas wszystkie wirusy i inne problemy zdrowotne. Mamy nadzieję, że tak będzie dalej.  Justyna spokojnie realizuje plan treningowy przygotowujący do mistrzostw świata.  Teraz czekają nas dwa dni startów, w niedzielę kiedy startować  w sprincie drużynowym będzie Maciek Kreczmer z Maciejem Staręgą Justyna będzie trenować, a w poniedziałek rano wylatujemy z Soczi i wracamy na treningi do Livigno.

    Rozmawiała Małgorzata Ziemba

  • 13.01 2013

    Aleksander Wierietielny: Justyna do wysokiej dyspozycji dochodzi startami

    Warszawa

    Weekend z Pucharem Świata w Czechach zakończył się dla Justyny Kowalczyk drugą pozycją w sprincie. Najbliższy tydzień upłynie jej natomiast pod znakiem treningów we Francji i przygotowań do 30-tych urodzin, choć jak zdradza trener Aleksander Wierietielny taryfy ulgowej z tego powodu nie będzie.

    - Rywalizowaliście w ten weekend w Libercu czyli w miejscu bardzo szczęśliwym dla Justyny, bo przecież  tam rozpoczęła przed czterema laty swój zwycięski marsz w światowym czempionacie. Wracacie jeszcze do tamtych chwil, szczególnie teraz przed kolejnymi mistrzostwami świata?

    - Oczywiście, że czasami wracamy. Myślimy, analizujemy i to, co było dobre staramy się powtórzyć, a to co można poprawić staramy się poprawić.

    - Jak to się dzieje, że Justyna pomimo tak dużego wysiłku, jakim jest zwycięskie pokonanie Tour de Ski, po nim biega jeszcze lepiej?

    - Mamy taką filozofię treningową, że w lecie nie wykonujemy treningu szybkościowego, a pracujemy na treningach objętościowych. Dlatego Justyna do wysokiej dyspozycji dochodzi dzięki startom. A w czasie Tour de Ski mamy dużo startów w dodatku mocno zróżnicowanych. Są biegi stylem klasycznym i dowolnym, długie i sprinty. To wszystko sprawia, że właśnie wtedy ta forma przychodzi.

    - Z Liberca do Polski jest tylko kilkadziesiąt kilometrów. Nie kusiło, żeby na chwilę „wpaść” do kraju?

    - Po pierwsze nie mieliśmy na to czasu, bo już w niedzielę rano wyruszyliśmy do Francji. Chcemy tam potrenować na wysokości. Poza tym nie chcemy ryzykować jakiejś choroby czy nawet kataru, więc staramy się przebywać tylko w swoim, sportowym, środowisku.

    - Jedziecie trenować czyli Justyna w tygodniu swoich 30-tych urodzin nie będzie miała taryfy ulgowej przy zajęciach?

    - Taryfa ulgowa będzie w dniu urodzin i to wystarczy. Tego dnia najpierw będzie szybki start, a popołudnie może być przeznaczone na świętowanie.

    Rozmawiała Małgorzata Ziemba

  • 23.12 2012

    Aleksander Wierietielny: Justyna jest traktowana jak maskotka

    Warszawa

    Justyna Kowalczyk ostatnie przed świętami Bożego Narodzenia starty w Pucharze Świata zaliczyła w kanadyjskim Canmore, gdzie dwukrotnie wygrała, w sprincie natomiast odpadła w ćwierćfinale. Później wróciła do kraju, gdzie przez kilka dni może nacieszyć się rodziną i świąteczną atmosferą przed wyruszeniem na Tour de Ski. O tym co się wydarzyło w Kandzie i o starcie w TdS opowiada trener Aleksander Wierietielny.

    - Czy wyjazd do Kanady spełnił wasze oczekiwania?

    - Wynikowo byliśmy nastawieni na trochę więcej. Rezultaty w biegach długich były oczywiście takie jak zakładaliśmy, ale sprint nie poszedł tak jak chcieliśmy. Był on przyczyną „cichych dni” pomiędzy mną a Justyną. Ja musiałem jednak powiedzieć, jakie błędy popełniła. Poza tym jesteśmy zadowoleni z treningów, które tam odbyliśmy. Specjalnie pojechaliśmy do Canmore na dłużej opuszczając sprinty w Quebec. W Canmore ćwiczyliśmy na dobrej wysokości, a przede wszystkim na dobrych trasach o wymagającym profilu.

    - W tym roku Tour de Ski zostało skrócone. To dla was dobrze czy źle?

    - Raczej źle. Według mnie nie powinno się skracać tej imprezy, bo właśnie na tym polega jej trudność i jej założenia były właśnie takie, że jest długa. Według mnie takie rzeczy nie są jednak robione bez przyczyn, a raczej są to ruchy pod kogoś. Nie będziemy jednak roztrząsać tej kwestii, pojedziemy i będziemy walczyć.

    - Gdyby mógł pan dla siebie i Justyny wybrać bożonarodzeniowy prezent sportowy to, co by to było?

    - Na pewno byłyby to trasy biegowe w Zakopanem z prawdziwego zdarzenia. I ja wcale nie chcę ich tylko po to by jedna Justyna mogła tam biegać. Przecież w naszym kraju są inni biegacze i biegaczki. W Zakopanem jest przecież szkoła mistrzostwa sportowego, a poza tym wiele osób nawet rekreacyjnie chciałoby pobiegać. Okazuje się jednak, że to jest zbyt duży problem by taką inwestycję zrealizować nawet jeżeli ciągle staramy się o mistrzostwa świata, a teraz już nawet igrzyska olimpijskie. Ja mam często wrażenie, że Justyna jest traktowana jak maskotka. Jak wygrywa to jest kogo pogłaskać, a jak coś nie pójdzie to jest natychmiast odrzucana. A nikt się nie zastanawia, że czasami brak satysfakcjonującego rezultatu wynika z ograniczeń na które nie mamy wpływu. Dlatego takie jest właśnie moje życzenie.

    Rozmawiała Małgorzata Ziemba

  • 29.11 2012

    Aleksander Wierietielny: Justyna jest zachłanna na trening

    Warszawa

    Inauguracja Pucharu Świata 2012/13 już za Justyną Kowalczyk i jej drużyną. W pierwszym biegu sezonu powodów do radości nie było, bo 27. pozycja to lokata nie spełniająca oczekiwań. W nachodzący weekend Polkę czekają jednak starty w fińskim Kuusamo i tam powinno być zdecydowanie lepiej, o czym opowiada trener Aleksander Wierietielny.

     

    - Dwa lata temu z wynikiem, który Justyna osiągnęła w Geallivare byłaby w pierwszej dziesiątce, teraz uplasowała się pod koniec trzeciej. Czy to oznacza, że poziom biegów narciarskich i innych dziewczyn tak się przez ten czas podniósł? 

    - Nie, to tylko odzwierciedlenie warunków, które panowały na trasie. Zrobiło się bowiem tego dnia lodowisko i było bardzo szybko. To spowodowało, że były małe różnice czasowe na mecie, a między zwyciężczynię i Justynę wyjechało aż tyle innych dziewczyn. To była także przyczyna tego, że bieg był o prawie półtorej minuty szybszy niż dwa lata temu.

    - Dla was wynik na pewno nie był satysfakcjonujący. Czy wiecie jaka była przyczyna słabszego występu?

    - Po prostu zrobiliśmy o jeden trening za dużo. Justyna przystąpiła do tego pierwszego startu zmęczona. No ale, co tu dużo mówić, ona jest po prostu zachłanna na treningi. Teraz jednak już chyba zrozumiała, że czasem większym problemem jest dodatkowy dzień treningu niż dodatkowy dzień odpoczynku. Teraz w Kuusamo na pewno będziemy trenować mniej.

    - O ile w inauguracyjnych zawodach Justyna nigdy nie stanęła na podium, to w Kuusamo już jej się to zdarzało. W Finlandii nastawiacie się na sukces?

    - Trasy w Kuusamo zdecydowanie bardziej odpowiadają Justynie niż te w Szwecji. Nie ma na nich tylu zakrętów, są za to długie podbiegi, na których Justyna dobrze się czuje. Mimo to nie spodziewam się jeszcze oszałamiających wyników i sukcesów, ale na pewno powinno być lepiej niż tydzień temu.

     

    Rozmawiała Małgorzata Ziemba

  • 22.11 2012

    Aleksander Wierietielny: zwycięstwa cieszą, ale trudno z nich wyciągnąć jakieś głębsze wnioski

    Warszawa

    W weekend poprzedzający rozpoczęcie rywalizacji w Pucharze Świata, rozegrano w Skandynawii Puchary FIS. W Finalndii, w Szwecji i w Norwegii rozgrywano biegi w których startowały wszystkie zawodniczki, które już w sobotę przystąpią do rywalizacji w najważniejszym cyklu. Justyna Kowalczyk tradycyjnie wybrała na swoje sprawdziany fińskie Muonio i odniosła tam trzy zwycięstwa. Trener Aleksander Wierietielny mówi więc czy te wyniki są jakąś wskazówką na kolejne starty.

    - Czy po startach i wynikach Justyny w Finlandii można wyciągnąć jakieś wnioski na początek rywalizacji w Pucharze Świata?

    - Zwycięstwa w Muonio oczywiście cieszą, ale trudno z nich wyciągnąć jakieś głębsze wnioski, bo nie było wszystkich rywalek. Norweżki, Szwedki startowały w innych zawodach, więc dopiero po pierwszych biegach w Pucharze Świata można będzie powiedzieć coś więcej o formie Justyny i jej rywalek. Nasze odczucia są podobne do tych rok temu, ale spokojnie czekamy na właściwe starty by wiedzieć coś więcej.

    - Czy w Pucharze Świata można się spodziewać niespodzianek? Na przykład takich jak w Muonio, gdzie nagle błysnęła  Amerykanka Elizabeth Stephen zajmując drugą pozycję z niewielką startą do Justyny w biegu na 10 km stylem dowolnym.

    - Rzeczywiście takie niespodzianki czasami się zdarzają. Ale wygląda na to, że Amerykanie przygotowali mocną drużynę, bo dwie ich inne dziewczyny także były wysoko, bo w dziesiątce. Zobaczymy jednak w innych zawodach jak będą się spisywać, a przede wszystkim jak długo uda im się utrzymywać wysoką dyspozycję.

    - W norweskiej drużynie są niespodzianki już w Pucharze FIS, bo Therese Johaug pokonała dwukrotnie Marit Bjoergen. Czy to już może coś znaczyć, w kontekście zbliżającej się rywalizacji?

    - Rzeczywiście Therese wyraźnie pokonała Marit w biegu stylem klasycznym, ale i w tym wypadku trudno wyciągać wnioski, bo nie znamy szczegółów tego biegu. Tam mogły być trudne warunki atmosferyczne, a one mogły mieć w różny sposób przygotowane narty, co mogło się tak przełożyć na wynik. Na razie poczekajmy z ocenami.

    (mz)/www.justyna-kowalczyk.pl

  • 9.11 2012

    Justyna Kowalczyk: zaczynałam praktycznie od zera

    Warszawa

    Justyna Kowalczyk za kilkanaście dni rozpocznie swój dwunasty sezon w Pucharze Świata. Starty poprzedził bardzo intensywny sezon przygotowawczy. Zanim jednak podopieczna Aleksandra Wierietielnego mogła rozpocząć treningi musiała poddać się zabiegowi artroskopii kolana. Na szczęście, jak mówi sama zawodniczka, przygotowania przebiegły bezproblemowo.

    - Jesteś zadowolona z przebiegu tegorocznych przygotowań?

    - Tak. Biorąc pod uwagę, jak się zaczął okres przygotowawczy, to bardzo jestem zadowolona z tego jak się skończył. Zaczynałam praktycznie od zera i wydolnościowo i fizycznie i z tego względu początki były bardzo bolesne, ale później wszystko się rozkręciło. Z kolanem na szczęście wszystko jest jednak w porządku. Muszę dopiero zrobić coś bardzo mocnego na treningu, żeby odczuwać jakieś drobne dolegliwości.

    - Czy w związku z tą kontuzją i operacją kolana jesteś teraz bardziej nastawiona na regenerację i dbanie o swój organizm?

    - Trzeba przyznać, że te kontuzje które ostatnio miałam mnie „wyćwiczyły” i teraz bardziej zwracam uwagę na różne rzeczy. Czasami musiałam na przykład odpuścić coś w treningu. Jak bolała ręka, to nie trenowałam by jej nie obciążać, choć to nie oznacza, że nie wykonywałam treningu na inne partie ciała. Generalnie regeneracja organizmu jest w tym momencie dla mnie ważna, bo więcej trzeba odpoczywać niż jak się miało 23 lata.

    - Od lat niewiele zmieniacie z trenerem w planie przygotowań, ale ten rok przyniósł zmiany, bo dużo więcej czasu niż poprzednio spędziliście na zgrupowaniach w Zakopanem.

    - To prawda i bardzo się cieszymy z tego, że więcej byliśmy w kraju. Dopiero jednak zobaczymy jakie to da rezultaty. Jeżeli sezon okaże się dobry, to będziemy to powtarzać, jeżeli nie, to wtedy wrócimy do wcześniejszych planów.

    - Masz już za sobą ponad dekadę startów w Pucharze Świata. Czy w związku z tym jesteś teraz spokojniejsza przed inauguracją czy jednak stres jest podobny jak w poprzednich latach?

    - Stres zawsze jakiś jest. Ciężko pracowaliśmy całą drużyną i teraz trzeba będzie to dobrze przenieść na trasy. Oczywiście jest też więcej spokoju, bo jestem starsza, no i rok po roku tej rutyny jest coraz więcej.

© Justyna Kowalczyk, Raiffeisen Polbank

Justyna Kowalczyk aktywnie wspiera Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą