Blog

  • 28.10 2013

    Złoto dla zuchwałych

    Kasina Wlk.

    Nie mogłabym być trenerką. Trzy tygodnie na lodowcu Dachstein tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Nie potrafię po prostu patrzeć na codzienne, dwugodzinne (malutko!), lodowcowe spacery dorosłych zawodników kadr narodowych. Nie potrafię znieść ciągłych spojrzeń na pulsometr, ciągłego mierzenia zakwaszenia (po narciarskim marszu?!?), niechlujnego podejścia do zjazdów, zakrętów, itd. Pierwsze co bym zrobiła, to spaliła wszystkie te urządzenia, żeby młodzi zawodnicy nauczyli się czuć własne ciała, trenować dla siebie, a nie za karę. Żeby sportester nie był wymówką przed pracą. Żeby ułożenie fryzury nie okazywało się prawie zawsze najcięższą składową treningu.

    czytaj więcej komentarzy:
  • 15.10 2013

    Propaganda

    Ramsau

    Każdy kto dużo wyjeżdża za granicę swojego kraju, wie co to znaczy tęsknić. Za mentalnością, za językiem i ludźmi. Za życiem, które jest TAM. Wie, jak to jest szukać wszelkich dostępnych wiadomości, czytać, słuchać i rozważać. To normalne. Też tak mam... Wczoraj włączyłam więc sportowe wiadomości. I myślałam, że padnę. Albo że mam omamy. Wstyd mi było po prostu i tyle. 

    czytaj więcej komentarzy:
  • 21.09 2013

    Do rabczańskich Bohaterów

    Zakopane

    Skłute, chudziutkie rączki. Małe, zdecydowanie mniejsze niż wiek wskazuje, ciałko. Rurki. Kroplówki. Inhalatory. Mnóstwo ciepła. Otwartość. Szeroki, serdeczny uśmiech. Aż chce się Was, Drogie Mukoludki, przytulać :)))

    czytaj więcej komentarzy:
  • 10.09 2013

    Cumulusy

    Zakopane

    Ciężka to do ogarnięcia liczba, ale wkrótce minie 20 lat od mojego pierwszego sportowego, oficjalnego zwycięstwa (a dowód zobaczycie na facebooku za dni kilka!). Dwie dekady – kupa czasu. Pamietam, jakby to dziś było – mistrzostwa MOS Mszana Dolna w biegach przełajowych. Dystans 800 metrów, Kasinka Mała – teraz w tamtym miejscu dumnie stoi Orlik. Początek trzeciej klasy szkoły podstawowej. Mój drugi start.

    czytaj więcej komentarzy:
  • 28.08 2013

    Bezsennie

    Kasina Wlk.

    Pobiłam rekord świata w skoku wzwyż! Nie robię sobie jaj, serio piszę. W suterenie u rodziców, w stroju mocno nielekkoatletycznym :) To był pożegnalny sen w krainie Kiwi. Właśnie – sen. Stan u mnie deficytowy, zwłaszcza na końcu świata. Przychodził niespodziewanie i przynosił takie właśnie rewelacje ;) A kiedy się nie pojawiał, można było przeczytać 2054 strony różnych książek, obejrzeć 47 godzin dziwacznych seriali, zatopić się w internecie (mimo że się nigdy tego nie robiło) i poczytać, że złoto olimpijskie w Soczi to już praktycznie zdobyłam. Oj, gdyby to takie łatwe było, to Polacy w historii swoich zimowych występów zgromadziliby ich dwieście, a nie dwa. Paranoja, naprawdę. Można było również przeliczyć tysiące przeskakujących owiec :) Co w Nowej Zelandii jest akurat bardzo łatwe, bo specjalne, na cały świat znane – bardzo puszyście-siersiste Merino, pasą się tam prawie wszędzie.

    czytaj więcej komentarzy:
  • 14.08 2013

    Moja Moskwa

    Snow Farm

    Moskiewski kompleks sportowy „Łużniki” wielu Polakom kojarzy się z igrzyskami olimpijskimi z osiemdziesiątego roku i pamiętnym gestem pana Władysława Kozakiewicza. Kibicom piłkarskim może przychodzi do głowy finał Ligi Mistrzów z 2008 roku albo mecze Spartaka. Wszyscy zainteresowani lekkoatletyką na pewno na długo zapiszą w pamięci rozgrywane tam właśnie teraz mistrzostwa świata. A ja? Ja uwielbiam Łużniki za najcudowniej tępy śnieg po jakim przyszło mi biegać :)

    czytaj więcej komentarzy:
  • 7.08 2013

    Wieści z końca świata

    Snow Farm

    Chyba rok temu, chyba przed wyjazdem do Nowej Zelandii, wychwalałam się w tym miejscu, jaka to ze mnie specjalistka od pakowania walizek. Stworzyłam nawet swoistą „kupkologię”, zakrapianą odrobiną czerwonego wina. Taaaa...:) Więc w Kasinie zostały klapki, kurtka, pasek mierzący puls, siedem z dziesięciu par skarpetek, przeznaczonych na wyjazd, buty do biegu łączonego, dwa ubranka startowe, trzy czapeczki i jeszcze parę innych drobiazgów. Ale najlepsze i tak jest to, jak się załatwiłam z wtyczkami do gniazdek. Tu mają inny rozkład dziurek. Wzięłam więc z półki po omacku trzy. Różne. Przezornie, wydawać by się mogło. Na miejscu się jednak okazało, że jedna jest włoska, druga japońska, trzecia kanadyjska. Cóż tu dużo pisać... cała ja. „Potrzepaniec” do kwadratu. Ale przynajmniej za nadbagaż płacić nie trzeba było.

    czytaj więcej komentarzy:
  • 27.07 2013

    Madejowe siodełko

    Kasina Wlk.

    Jedno z moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa łączy się z rowerem. Choć nie, bardziej z furią spowodowaną... za krótkimi nogami, by móc na nim pedałować :) Tomek jeździł, Wiolka i Ilona też, a ja nie mogłam. Cholera. Rower był mały – Romet niebieski, dziesięć lat starszy ode mnie, no ale ja byłam jeszcze mniejsza. Zanim zdążyłam wykorzystać pojazd do celów mu przeznaczonych, przemalowałam go na gustowny zgniłozielony kolor farbą olejną i czekałam. A że wolno rosłam, to i cierpliwość ćwiczyłam :)

    czytaj więcej komentarzy:
  • 18.07 2013

    Kochane pieniążki przyślijcie Rodziców :)

    Otepae

    Zaczyna się trzeci tydzień obozu. Zjeżdżają się wielkie serwisowe auta na rajd samochodowy. Na drogach budują przeszkody. W hangarze z siłownią można spotkać Gerda Kantera, silny mężczyzna. Nie ma lekko – Maciek goni jak oszalały. Ciężko nadążyć za jego myślami, a co dopiero nogami ;) Jutro będzie zderzenie z prawdą – sprawdzian biegowy u Smiguna*. Cóż... prawda nie zawsze potrzebna mi do życia ;) Ale rekord trasy mam. Pobity rok temu po słusznym świętowaniu czterdziestki brata, który notabene był ze dwa tysiące kilometrów dalej. No ale wiecie od czego jest fantazja przecież :)

    czytaj więcej komentarzy:
  • 10.07 2013

    Myślotok

    Otepae

    Wolny dzień miałam. W końcu. Trochę zakupów, trochę wina, dobra kawa, trochę relaksu. Myśli uciekły. Rzadkie to ostatnio chwile. Za rzadkie. Długo obserwowałam dzieci na treningu łyżwiarstwa figurowego w Tartu. Biedactwa. Potrzebny dzień. Mięśnie się odrobinę rozluźniły, bo twarda byłam jak cedrowy posąg Zeusa. Tak, wiem że się spalił. Mi też to na upale groziło :) A i niezniszczalny telefon wczoraj zniszczyłam, razem z kartą sim. Siła jest – zdolna mistrzyni ;)

    czytaj więcej komentarzy:

© Justyna Kowalczyk, Raiffeisen Polbank

Justyna Kowalczyk aktywnie wspiera Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą